FATAMORGANA Strona Główna FATAMORGANA
unia pasjonatów sztuk

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  medals.phpMedale   GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
 Ogłoszenie 
Czy to dobra książka ? - kliknij w okładkę i przeczytaj recenzję


Poprzedni temat «» Następny temat
3. edycja Ogólnopolskiego Konkursu Fatamorgany Zmysły

Ankieta konkursowa "Zmysł słuchu"
Łańcuchy
5%
 5%  [ 1 ]
DUDY
0%
 0%  [ 0 ]
Opadanie
5%
 5%  [ 1 ]
Kanonada Blokowiska
5%
 5%  [ 1 ]
Usz-strzeżenie
10%
 10%  [ 2 ]
Wąż i nietoperz
26%
 26%  [ 5 ]
CISZA
10%
 10%  [ 2 ]
Nieznajomy
10%
 10%  [ 2 ]
Rozstanie
10%
 10%  [ 2 ]
Śmiertelna cisza
5%
 5%  [ 1 ]
Kwatera głosów odległych
5%
 5%  [ 1 ]
CICHE REKOLEKCJE BRATA KOKOSZKI NA TEMAT TEGO, CO SŁYCHAĆ
5%
 5%  [ 1 ]
Głosowań: 11
Wszystkich Głosów: 19

Autor Wiadomość
Beata Stanecka Busz 
Gospodarze Spiżarni


Pomogła: 134 razy
Dołączyła: 01 Lut 2009
Posty: 3933
Skąd: Mazowsze

Medale: 34 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 6) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 14) pomocna dłoń (Ilość: 9)
publicysta (Ilość: 3) sowa (Ilość: 1)

Wysłany: 2012-06-11, 20:58   3. edycja Ogólnopolskiego Konkursu Fatamorgany Zmysły

Trzecia odsłona w cyklu konkursów tematycznych ogłaszanych na forum literackim Fatamorgana.
Kolejna edycja konkursu ma za temat "zmysł słuchu".

ZAŁOŻENIA REGULAMINOWE:
1. Celem konkursu jest podkreślenie roli i rangi twórczych poszukiwań literackich, odkrywanie talentów, odnajdywanie w ludzkiej istocie niezwykłych pokładów wrażliwości i umiejętności zmysłowego postrzegania świata, stwarzanie możliwości publicznych prezentacji tekstów.
2. Organizatorem konkursu jest literacka strona internetowa www.fatamorgana.netstrefa.pl
3. Patronat medialny nad konkursem obejmują:
Wydawnictwo „Papierowy Motyl” i Wydawnictwo „Czytelnik”.
4. Konkurs rozpoczyna się 11 czerwca 2012 r.
5. Prace należy przesyłać na adres konkurs@fatamorgana.netstrefa.pl
6. Termin nadsyłania prac upływa z dniem 18 sierpnia 2012 r.
7. Ogłoszenie wyników konkursu nastąpi dnia 01 września 2012 r. (sobota)
8. Wyniki konkursu zostaną zamieszczone w dziale `Konkursy` na stronie internetowej www.fatamorgana.netstrefa.pl

UCZESTNICTWO W KONKURSIE:
1. W konkursie może brać udział każdy, z wyjątkiem osób wchodzących w skład jury konkursu i administratorów forum Fatamorgana.
2. Tematem konkursu jest: „zmysł słuchu”
3. Autor wysyła jedną pracę napisaną w języku polskim.
4. Autor wysyła pracę własną, wcześniej nienagradzaną i niepublikowaną.
5. Nadesłanie utworu jest jednoznaczne z zaakceptowaniem warunków regulaminu oraz zgodą na publikację utworów konkursowych.
6. Utwór może być napisany wierszem lub prozą (praca w tej formie nie może liczyć więcej niż trzy strony formatu A4 zapisanych czcionką Times New Roman 12).
7. Nadsyłane prace należy opatrzyć godłem (nie mogą to być nicki, pseudonimy używane na portalach literackich, lecz nazwy wymyślone na potrzeby tego konkursu).
8. Spośród nadesłanych prac jury wybierze 5 najciekawszych tekstów prozatorskich i 5 wierszy. Zostaną one opublikowane anonimowo (opatrzone jedynie tytułem) w dziale konkursowym na forum Fatamorgana. Opublikowane teksty będą stanowić półfinałową 10, z której jury wybierze zwycięzców, odpowiednio: pierwsze, drugie i trzecie miejsce.
9. Użytkownicy forum osobno zagłosują w ankiecie i wyróżnią swego faworyta.

Nagrodami w konkursie są:

Nagrody książkowe ufundowane przez Wydawnictwa patronujące konkursowi (przedstawiciele Wydawnictw ustalą, jakie to będą książki).
Ponadto przewidywana jest nagroda – niespodzianka firmy Microsoft dla najoryginalniejszego tekstu, który wybierze przedstawiciel firmy fundującej nagrodę.

Kryteria oceniania prac:
1. Ciekawa forma pracy (wiersz lub proza).
2. Niebanalne, twórcze podejście do tematu.
3. Zgodność z tematem.
4. Kultura języka, bogate słownictwo, poprawność językowa.

W skład jury wejdą przedstawiciele Wydawnictw: „Papierowy Motyl” - Marika Krajniewska, właścicielka wydawnictwa; Izabela Fietkiewicz-Paszek – poetka z Kalisza, autorka tekstów piosenek i felietonów; Teresa Rudowicz (właśc. Aneta Kolańczyk) – poetka z Kalisza, autorka licznych recenzji, tomików poetyckich, artykułów poświęconych twórcom wywodzącym się z Kalisza i Wielkopolski; przedstawiciele redakcji Fatamorgany.
Werdykt będzie zawierał uzasadnienie jury.
Jury zastrzega sobie prawo do nieprzyznania nagród za 1. miejsce, jeśli poziom prac będzie niski.

Uwaga! Nadesłane prace konkursowe będą prezentowane w dziale "Konkursy. Konkursy Fatamorgany", ponieważ poza tym, że jest to konkurs ogólnopolski, to jest to także konkurs promowany przez Fatamorganę.
_________________
Oczekujesz komentarza do wiersza - inni także oczekują tego od ciebie.

*
Błyszcz własnym światłem.
(ataraksja)

*
"Nie boję się form tradycyjnych. Nie śledzę kierunków, nurtów i tendencji przejawiających się w poezji. Piszę tak, jak dyktuje myśl. Razi mnie błyszczące nowatorstwo po to tylko, aby zadziwić. Myślę, że autor, który umie szczerze zdumiewać się otaczającym go światem - może odkrywać jego stałe tajemnice, niezależnie od garbu lat, które dźwiga". Ks. Jan Twardowski
Ostatnio zmieniony przez Mariusz Busz 2013-12-10, 13:54, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
 
Jinx 

Dołączyła: 14 Paź 2011
Posty: 1
Skąd: Warszawa

Medale: Brak

Wysłany: 2012-06-21, 13:56   

Witam,
mam pytanie - jeśli wyślę dzisiaj do Państwa opowiadanie (do dzisiaj nienagradzane i niepublikowane), a w międzyczasie (do 18 sierpnia) również na inny konkurs, gdzie zdobędzie nagrodę, to czy będzie ono nadal brane pod uwagę w konkursie "zmysły"?
Pozdrawiam!
 
 
Beata Stanecka Busz 
Gospodarze Spiżarni


Pomogła: 134 razy
Dołączyła: 01 Lut 2009
Posty: 3933
Skąd: Mazowsze

Medale: 34 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 6) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 14) pomocna dłoń (Ilość: 9)
publicysta (Ilość: 3) sowa (Ilość: 1)

Wysłany: 2012-06-21, 14:37   

Witam Jinx.
To zależy, jaki jest termin rozstrzygnięcia tego drugiego konkursu. Przy założeniu, że Twoja praca otrzyma nagrodę w tym równoległym konkursie i skończy się on wcześniej niż nasz, to niestety zgodnie z regulaminem nie będziemy mieli do czynienia z pracą nie nagradzaną 8-)
_________________
Oczekujesz komentarza do wiersza - inni także oczekują tego od ciebie.

*
Błyszcz własnym światłem.
(ataraksja)

*
"Nie boję się form tradycyjnych. Nie śledzę kierunków, nurtów i tendencji przejawiających się w poezji. Piszę tak, jak dyktuje myśl. Razi mnie błyszczące nowatorstwo po to tylko, aby zadziwić. Myślę, że autor, który umie szczerze zdumiewać się otaczającym go światem - może odkrywać jego stałe tajemnice, niezależnie od garbu lat, które dźwiga". Ks. Jan Twardowski
 
 
 
kasandra 

Dołączyła: 13 Lip 2012
Posty: 2
Skąd: Warszawa

Medale: Brak

Wysłany: 2012-07-13, 18:43   

Witam :) Chciałam się tylko dowiedzieć, czy w godle ma być tylko imię, nazwisko i tytuł, czy jeszcze coś więcej? :))
 
 
Beata Stanecka Busz 
Gospodarze Spiżarni


Pomogła: 134 razy
Dołączyła: 01 Lut 2009
Posty: 3933
Skąd: Mazowsze

Medale: 34 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 6) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 14) pomocna dłoń (Ilość: 9)
publicysta (Ilość: 3) sowa (Ilość: 1)

Wysłany: 2012-07-13, 18:54   

Chodzi o zapewnienie anonimowości. Godło to hasło - wyraz, którym podpisuje się pracę, np. "Julia Capuletti". Do pracy dołącza się zalakowaną kopertę z napisanym takim samym hasłem - godłem a w środku są dane osobowe autora pracy. Komisja konkursowa przyznaje nagrody wg godeł a następnie otwiera się koperty i ogłasza kto został laureatem konkursu.
Jeśli chcesz wiedzieć więcej o godle autora - wpisz to słowo w Google ;-)
_________________
Oczekujesz komentarza do wiersza - inni także oczekują tego od ciebie.

*
Błyszcz własnym światłem.
(ataraksja)

*
"Nie boję się form tradycyjnych. Nie śledzę kierunków, nurtów i tendencji przejawiających się w poezji. Piszę tak, jak dyktuje myśl. Razi mnie błyszczące nowatorstwo po to tylko, aby zadziwić. Myślę, że autor, który umie szczerze zdumiewać się otaczającym go światem - może odkrywać jego stałe tajemnice, niezależnie od garbu lat, które dźwiga". Ks. Jan Twardowski
 
 
 
Mariusz Busz 
Admin Techniczny


Pomógł: 23 razy
Dołączył: 22 Sty 2009
Posty: 1942
Skąd: Mazowsze

Medale: 11 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 3) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 4) pomocna dłoń (Ilość: 1)
publicysta (Ilość: 2)

Wysłany: 2012-07-13, 21:27   

Witaj kasandro.

Beata napisała Tobie bardzo dobrze co to jest godło (inaczej wymyślony na ten konkurs pseudonim). W przypadku naszych konkursów, nie prosimy o przesyłanie drukowanych wierszy, czy opowiadań. Wystarczy na podany w konkursie adres e-mailowy przysłać swoje zgłoszenie podpisane godłem.
Po obradach jury informujemy wtedy zwycięzców i prosimy o przesłanie nam danych adresowych potrzebnych do wysłania nagrody i do opublikowania na forum zwycięskiego wiersza, lub opowiadania podpisanego imieniem i nazwiskiem laureata.

Pozdrawiam.
_________________
nie-zmienny
 
 
kasandra 

Dołączyła: 13 Lip 2012
Posty: 2
Skąd: Warszawa

Medale: Brak

Wysłany: 2012-07-14, 12:56   

Dziękuję za wytłumaczenie :)
 
 
angieeee 

Dołączyła: 05 Sie 2012
Posty: 1
Skąd: Polska

Medale: Brak

  Wysłany: 2012-08-05, 22:16   

Szkoda, że w Waszym konkursie nie jest brany pod uwagę wiek uczestników, nie jest podzielony pod względem kategorii wiekowej :-( ktoś, kto dopiero stawia pierwsze kroki w pisaniu wyśle prace, ma mniejsze szanse niż " literaccy weterani"
 
 
Beata Stanecka Busz 
Gospodarze Spiżarni


Pomogła: 134 razy
Dołączyła: 01 Lut 2009
Posty: 3933
Skąd: Mazowsze

Medale: 34 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 6) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 14) pomocna dłoń (Ilość: 9)
publicysta (Ilość: 3) sowa (Ilość: 1)

Wysłany: 2012-08-05, 23:12   

Są młodzi, którzy wcale nie odstają od weteranów. Mają pomysły i umiejętnie, a na dodatek w odkrywczy sposób potrafią błysnąć pięknym i zaskakującym sformułowaniem. Nie wiek stanowi o tym, czy ktoś ma do przekazania bogate wnętrze i wrażliwość. Stąd nie ma podziału na kategorie wiekowe.
_________________
Oczekujesz komentarza do wiersza - inni także oczekują tego od ciebie.

*
Błyszcz własnym światłem.
(ataraksja)

*
"Nie boję się form tradycyjnych. Nie śledzę kierunków, nurtów i tendencji przejawiających się w poezji. Piszę tak, jak dyktuje myśl. Razi mnie błyszczące nowatorstwo po to tylko, aby zadziwić. Myślę, że autor, który umie szczerze zdumiewać się otaczającym go światem - może odkrywać jego stałe tajemnice, niezależnie od garbu lat, które dźwiga". Ks. Jan Twardowski
 
 
 
Mariusz Busz 
Admin Techniczny


Pomógł: 23 razy
Dołączył: 22 Sty 2009
Posty: 1942
Skąd: Mazowsze

Medale: 11 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 3) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 4) pomocna dłoń (Ilość: 1)
publicysta (Ilość: 2)

Wysłany: 2012-08-15, 15:21   

Dzisiaj już jest 15 sierpień, więc zostały już tylko 3 dni na wysłanie mailem zgłoszenia do konkursu (regulamin konkursowy w pierwszym poście).

Na chwilę obecną mamy 75 wierszy i 68 utworów pisanych prozą, co daje 143 teksty.
Zachęcamy Was do wzięcia udziału w konkursie :-)
Pozdrawiam.
_________________
nie-zmienny
 
 
asirnos 

Dołączyła: 15 Sie 2012
Posty: 1
Skąd: Olsztyn

Medale: Brak

Wysłany: 2012-08-15, 22:39   

Kiedy mniej więcej można się spodziewać opublikowania dziesięciu finałowych tekstów?
 
 
Mariusz Busz 
Admin Techniczny


Pomógł: 23 razy
Dołączył: 22 Sty 2009
Posty: 1942
Skąd: Mazowsze

Medale: 11 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 3) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 4) pomocna dłoń (Ilość: 1)
publicysta (Ilość: 2)

Wysłany: 2012-08-16, 05:14   

asirnos napisał/a:
Kiedy mniej więcej można się spodziewać opublikowania dziesięciu finałowych tekstów?

Termin publikacji finałowej 10 to 24-25 sierpnia.
_________________
nie-zmienny
 
 
Alis7 

Dołączyła: 17 Sie 2012
Posty: 2
Skąd: Dolny ślądk

Medale: Brak

Wysłany: 2012-08-17, 21:53   

Mam kilka pytań czy w e-mailu piszemy nasz wiek czy jakiekolwiek inne informacje poza godłem autorskim ? Ile prac możemy maksymalnie wysłać ? Czy prace mają być wysyłane w załączniku ? Za odpowiedź z góry dziękuję :)
 
 
Mariusz Busz 
Admin Techniczny


Pomógł: 23 razy
Dołączył: 22 Sty 2009
Posty: 1942
Skąd: Mazowsze

Medale: 11 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 3) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 4) pomocna dłoń (Ilość: 1)
publicysta (Ilość: 2)

Wysłany: 2012-08-18, 08:37   

Witaj.

Wystarczy tytuł pracy i godło. Przyjmujemy tylko jedną pracę. Nie musi być w załączniku.
_________________
nie-zmienny
 
 
Alis7 

Dołączyła: 17 Sie 2012
Posty: 2
Skąd: Dolny ślądk

Medale: Brak

Wysłany: 2012-08-18, 10:44   

Dziękuję bardzo za pomoc :)
 
 
Mariusz Busz 
Admin Techniczny


Pomógł: 23 razy
Dołączył: 22 Sty 2009
Posty: 1942
Skąd: Mazowsze

Medale: 11 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 3) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 4) pomocna dłoń (Ilość: 1)
publicysta (Ilość: 2)

Wysłany: 2012-08-18, 12:34   

Forum Fatamorgana zostało utworzone między innymi właśnie po to, by pomagać :-)
_________________
nie-zmienny
 
 
Mariusz Busz 
Admin Techniczny


Pomógł: 23 razy
Dołączył: 22 Sty 2009
Posty: 1942
Skąd: Mazowsze

Medale: 11 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 3) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 4) pomocna dłoń (Ilość: 1)
publicysta (Ilość: 2)

Wysłany: 2012-08-19, 13:46   

Witajcie.

Termin przesyłania prac minął.
Jestem mile zaskoczony ilością zgłoszeń do konkursu.
Przysłaliście 100 wierszy i 107 prac prozatorskich, co daje łącznie 207 prac.

Z uwagi na niemalże kosmiczną ilość zgłoszeń, termin ogłoszenia wyników przez jury konkursowe może się wydłużyć.

Pozdrawiam serdecznie.
_________________
nie-zmienny
 
 
Mariusz Busz 
Admin Techniczny


Pomógł: 23 razy
Dołączył: 22 Sty 2009
Posty: 1942
Skąd: Mazowsze

Medale: 11 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 3) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 4) pomocna dłoń (Ilość: 1)
publicysta (Ilość: 2)

Wysłany: 2012-08-26, 13:06   

Planowany termin opublikowania 5 najlepszych wierszy i 5 tekstów prozatorskich (opowiadań) to 30 sierpnia 2012.

Przepraszamy za zwłokę, ale jak pisałem w poprzednim poście, opóźnienie jest spowodowane ilością przysłanych przez Was prac 8-)

Pozdrawiam serdecznie.
_________________
nie-zmienny
 
 
Mariusz Busz 
Admin Techniczny


Pomógł: 23 razy
Dołączył: 22 Sty 2009
Posty: 1942
Skąd: Mazowsze

Medale: 11 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 3) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 4) pomocna dłoń (Ilość: 1)
publicysta (Ilość: 2)

Wysłany: 2012-08-29, 20:23   

Około 22.00 zostaną wstawione prace, które przeszły do finału 8-)
_________________
nie-zmienny
 
 
Mariusz Busz 
Admin Techniczny


Pomógł: 23 razy
Dołączył: 22 Sty 2009
Posty: 1942
Skąd: Mazowsze

Medale: 11 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 3) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 4) pomocna dłoń (Ilość: 1)
publicysta (Ilość: 2)

Wysłany: 2012-08-29, 21:36   

Przedstawiam prace konkursowe, które według jury zasługują na wyróżnienie. Z nich zostaną wyłonione kolejno 1, 2 i 3 miejsce oraz nagroda specjalna.

Poezja:

„Łańcuchy” (godło hameline)
DUDY (godło ZŁOMOBIWKAT)
Opadanie (godło ornitomancja)
Kanonada Blokowiska (godło Rakotwórczy Meteoryt)
Usz-strzeżenie (godło Przy-(d)-USZ-ONA)
Wąż i nietoperz [bajka] (godło Quasi-Krasicki)

Proza:

CISZA (godło Eusebia)
„Nieznajomy” (godło madalena)
Rozstanie (godło Powietrze)
Śmiertelna cisza (godło Lwowianka)
Kwatera głosów odległych (godło Fuko)


W kolejnym poście będą zamieszczone teksty.
_________________
nie-zmienny
 
 
Mariusz Busz 
Admin Techniczny


Pomógł: 23 razy
Dołączył: 22 Sty 2009
Posty: 1942
Skąd: Mazowsze

Medale: 11 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 3) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 4) pomocna dłoń (Ilość: 1)
publicysta (Ilość: 2)

Wysłany: 2012-08-29, 21:43   

„Łańcuchy” (godło hameline)

Zmysły zmęczone pustką
w której zlewają się w jedno Początek z Końcem

Nie warto patrzeć
za ściany gór nie warto słuchać
Tamci już wszystko wyrzekli
Teraz szukają resztek idei
na klęczkach w popiele

Ale niczyich myśli już prawie nie ma
szerzą się za to bezdomne wykrzyknienia
jak postępujące nowotwory

Kto pytał o mnie?
Kto pyta?
Odźwierny jest głuchy od czasu wojny
Trakty nieprzejezdne od zawsze
Miałem nie mówić lecz słyszę łańcuchy
jak posuwają się po stopniach

Nocami schodzę i budzę Stróża
żeby już nie spał
i słuchał mimo wszystko.


DUDY (godło ZŁOMOBIWKAT)

Były takie koleżanki,
Co bez siebie żyć nie mogły.
Razem spały, razem jadły,
Razem humor miały podły.

A że szkockie swe korzenie
Miały wszystkie cztery, zatem
Kiecki w kratkę zakładały
I to nie jedynie latem!

Przez to właśnie którejś zimy:
Jednej
zrobił się nos siny,
Drugiej
w uchu coś piszczało,
Trzeciej
szyję poskręcało,
A ta czwarta, ta wysoka,
Czuła straszną suchość oka.

Przyszedł doktor,
Puknął w czoło
Po kolei panny młode
– PUK!
PUK!
– Kto tam?
Zapytały
(czując jak powiało chłodem)

Doktor z koziej skóry płaszczem,
Nakrył je pod same szyje
– Żeby w zimie, bez kurteczki?!
Krótko na tym świecie żyję.

Kiwał głową ze zdumienia,
Całą drogę, aż do domu.
A we wtorek rano ubrał
kieckę w kratkę
( po kryjomu)


Opadanie (godło ornitomancja)

Skoro nie pamiętam, jak można nazwać coś, co jest tutaj,
tę słodycz, która jest wewnątrz, zagraj. Może muzyka jest
narracją, może to tylko kwestia atmosfery, ujęcia. Szumu, brzegu,
fal, coś musi być w falach, bo przecież gdzie nie spojrzeć
falowo, fallicznie, fale włosów i falują dłonie dyrygenta. Oprócz fal
dłonie: starcze, kobiece, w najlepszym wypadku długie palce
pianisty, którymi się rozbraja krzyk, którymi się rozcina
owoc, tak żeby wydobyć całą soczystość. Ktoś wybiera
motyw przewodni i plącze. Ktoś chce rozwiązania na współbrzmienie.
Synestezja wstrząśnięta jak koktajl, dłonie mocują się z supłem.
Muzyka jest lżejsza niż czas i pamięć, zwłaszcza że zbiera się
na deszcz. Będzie gęściej.


Kanonada Blokowiska (godło Rakotwórczy Meteoryt)

Wokół świst, zgrzyt, skowyt przeraźliwy
Wiatru, drzwi i narwanego psa sąsiada
Konwenanse znowu rozdmuchuje
Zmutowana autostrada
Widnokręgiem się podciera dosyć głośno
Jakaś nader wysublimowana dama
Zwykle słychać przy okazji tenor cichy
Dziś jest sama
Krawężnikiem podróżuje winopijca
Martwe krzaki swym jestestwem naruszając
Wokół trwa natury protest schizo-zbrojny
Przeszedł jeż, następnie kot, a za nim zając
Siedzę o godzinie 2:10 tuż pod blokiem
Nic nie widzę, bo powieki mi opadły
Dym papierosowy z sykiem świat zasłania
Dźwięki, one jak co noc mi umysł skradły
Mówią – piękno to przyroda
Wdzięku gór nic nie przebije
Jednak coś od siebie dodam
Słyszę piękno tam gdzie żyję
W wielkim mieście, brudnym, głośnym
Kryminałów pełnym i bezczelnym
Tam gdzie pędzi ulicami tak żałosna kawalkada
Jednak słychać wiatr...
… drzwi...
Psa sąsiada!


Usz-strzeżenie (godło Przy-(d)-USZ-ONA)

Spieszczę, zszeleszczę, zgrabieżczę, że za, ze, w się
i zduszę, skokoszę, zmiażdżę i zniosę
twoje ach i ech,
i zaszyję cię w sobie, w każdej mej osobie,
wsunę w ciszę z trzaskiem,
jękiem, lękiem, i wydźwiękiem
języka, jakem baba, bez tłumika,
bez stanika, bez hamulca
silnik twój zdławi się na widok mój,
a ty zawsze przy mnie stój,
i nasłuchuj uchem, śmiechem,
ręką, nogą, brzuchem,
czy żeś żyw, żwaw,
i w nowiu wyjesz czy
czacza zatańczysz,
wygrasz w ten damsko-męski,
ze mną miraż,
podaż jest i sprzedaż klęski
nie zwiastuje, ciało lewituje
do ciała, się wykluję
z tego skrzypców, skrzeków, strzepów
armia wielodźwięcznych jęków,
kakafonii w twojej dłoni
półprzymkniętów, wgębowziętych, niepojętych,
przeklętych, zaklętych, zdjętych
z krzyżowej drogi,
srogi ten rytm utrzymasz, żżymając
się na mnie wielce, zd-yeah-erżysz,
gdy rżąc oczami,
uszy ci tak wpierwszę.


Wąż i nietoperz [bajka] (godło Quasi-Krasicki)

"Słuchem mi nie dorówna - szczycił się nietoperz -
Żadne ze znanych zwierząt. W tym przoduję, toteż
Stałem się panem nocy, a strach jest mi obcy -
Nie masz wśród leśnej fauny sprawniejszego łowcy".
Przestrzegli nietoperza zrazu przyjaciele:
"Nie bądź próżny - wokoło niebezpieczeństw wiele!
Rozważ w sercu dokładnie znaną prawdę starą,
Że najlepszy myśliwy może być ofiarą.
Przyjmij to pouczenie: chociaż zmysł masz czuły,
Strzeż się wrogów podstępnych". Lecz dumę gaduły
Uraziły te słowa. Tak się stał zacięty,
Że odtąd ignorował wszystkie argumenty.
Z przekory bezpieczeństwa naruszał zasady,
Wznosząc się krok po kroku na szczyt... bufonady.
A przy tym jakby poczuł przypływ animuszu
I wyśmiewał zwierzęta, co nie mają uszu.
Jako że się zła sława bardzo szybko niesie,
Słyszano o zuchwalcu w calusieńkim lesie.
Wobec wielu w ten sposób pychą swą zawinił.
Zdarzyło się nad ranem, gdy skrył się w jaskini
(Jak to zwykł robić co dzień), że wybrał celowo
Miejsce drzemki przy ziemi i zawisł w dół głową.
Był pewny, że zna każdy kąt w swoim rewirze,
Stąd bez obaw spod stropu sfrunął znacznie niżej.
Układając się do snu, zaczął się odprężać,
W półmroku nie spostrzegłszy pełznącego węża.
Bezszelestny drapieżca mnóstwo opowieści
Słyszał o nietoperzu. Wykrył, gdzie się mieści
Jego dzienna kryjówka. Przekonany w pełni,
Że arogant niechybnie jakiś błąd popełni,
Czaił się w zakamarku. Teraz wspiął się sprawnie
I chwycił nieszczęśnika, dusząc, aż osłabnie.
Nie było szans, by znaleźć w ciasnych splotach lukę.
Usłyszał wtem nietoperz ostatnią naukę:
"Tego wśród innych stworzeń można nazwać bystrym,
Kto mądrze pożytkuje posiadane zmysły.
Paradoks dobrze znany, że istota głucha,
To ta, co świetnie słyszy, a nigdy nie słucha".
_________________
nie-zmienny
 
 
Mariusz Busz 
Admin Techniczny


Pomógł: 23 razy
Dołączył: 22 Sty 2009
Posty: 1942
Skąd: Mazowsze

Medale: 11 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 3) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 4) pomocna dłoń (Ilość: 1)
publicysta (Ilość: 2)

Wysłany: 2012-08-29, 21:49   PROZA

PROZA

CISZA (godło Eusebia)

Gdy usłyszała je tego dnia po raz pierwszy, stała przy kuchennym blacie i kroiła pomidory do jajecznicy. Nieforemne kawałki zrzuciła na patelnię, gdzie zasyczały radośnie w kontakcie z rozgrzanym tłuszczem. Oblizała mokre od soku palce i sięgała do lodówki po jajka, gdy usłyszała lekkie, jakby nieśmiałe pukanie.
Nie spodziewała się nikogo, więc zdziwiona, powoli podeszła do drzwi zasunęła łańcuch. Mieszkała teraz sama i nie życzyła sobie żadnych niespodzianek. Przybliżyła oko do wizjera i uchyliła klapkę. Schody zaczynał ogarniać przedwieczorny półmrok. Krzywizna poręczy nikła na podeście półpiętra, a kute pręty balustrady rysowały arabeski na tle jasnego prostokąta okna, oświetlonego uliczną latarnią. Przez chwilę przyglądała się wymyślnym kształtom, ciesząc się ich wyglądem, aż w końcu niechętnie spytała:
– Kto tam?
Sama nie rozumiała po co w ogóle to zrobiła. Głos miała chrapliwy, jak człowiek, który rzadko się odzywa. Na schodach panował niczym niezmącony bezruch. Od kilku dni ktoś pukał o tej samej porze, ale gdy otwierała drzwi, nikogo za nimi nie było. Wprawdzie zdawało jej się, że wyczuwa czyjąś obecność, jednak nie umiała do końca określić skąd się bierze takie wrażenie. Wzruszyła ramionami i wróciła do kuchni, gdzie pomidory zaczynały się już przypalać. Cmoknęła z irytacją i zdjęła patelnię z ognia, kiedy znów ktoś zastukał. Lekko, a jednak ponaglająco, jakby ze zniecierpliwieniem. Przechyliła głowę, nie dowierzając własnym zmysłom i wróciła do jajecznicy. Pewnie ktoś coś robi u sąsiadów. Delikatnie rozbijała jajka i wylewała na patelnię, a skorupki wrzuciła do przepełnionego wiadra. Musi pamiętać, żeby rano wynieść śmiecie. Jej życie stało się trudniejsze, odkąd w wypadku straciła oboje rodziców i czasem zapominała o takich organizacyjnych drobiazgach, którymi zawsze zajmowała się matka.
Bez pośpiechu zjadła kolację i wstawiła brudne naczynia do zlewu. Siedziała w ciszy, patrząc w ciemniejące niebo za oknem. Stukanie do drzwi nie powtórzyło się, ale nieokreślony niepokój pozostał. Nieznany dowcipniś nigdy przedtem nie pukał dwa razy. Na palcach podeszła do drzwi i oparła dłonie na gładkim drewnie, jakby chciała opuszkami palców wyczuć najmniejsze drgania. Po drugiej stronie nie było nikogo.
Gdy usłyszała stukanie z głębi mieszkania, gwałtownie odwróciła się i oparła plecami o masywne skrzydło drzwi. Miała wrażenie, że dźwięk dobiegał z góry, choć nie była tego całkiem pewna. Przecież mieszkała na ostatnim piętrze i nad nią było już tylko niebo. Ostrożnie weszła do pokoju i spojrzała na sufit. Na masywnym haku wisiał lekki, ażurowy żyrandol z jednym brakującym kloszem – ostatni zakup matki przed śmiercią. Kiedy wydarzył się wypadek, jechali dokupić ten klosz, który podczas sprzątania potłukła przez swoje gapiostwo.
Otrząsnęła się, próbując odrzucić głupie myśli, ale strach siedział jej już na ramieniu, wbijając szponiaste macki. Nie zamierzał wypuścić raz zdobytej ofiary. Kiedy coś zapukało kolejny raz, głośno, niecierpliwie, już wiedziała. Przyszli po nią. To kara dla tych nikczemników, którzy zabili ojca i matkę. To przez jej nieuwagę jechali wtedy do sklepu z lampami, to ona prowadziła samochód. I co z tego, że kierowca TIRa zawinił? Przetarła twarz dłońmi i nie rozumiała dlaczego są mokre.
Na ulicy rozszczekały się psy, wyprowadzane na wieczorny spacer. Powoli podeszła do okna i spojrzała w dół, zaciskając palce na parapecie. Wyobraziła sobie szybki lot z trzeciego piętra, gwałtownie zbliżający się bruk i głuche tąpnięcie, z jakim wyląduje. Z deszczem obrzydzenia cofnęła się w głąb pokoju. Nie widziała żadnej drogi ucieczki. Oni stali już pod drzwiami, czekając na pierwszą okazję, żeby wejść, bezcieleśni, a jednak groźni.
Bębnili pięściami w drzwi aż ciężkie, dębowe skrzydło zdawało się drżeć. Zaraz tu będą. Podbiegła do szafy i otworzyła ją szarpnięciem. Wewnątrz leżały wszystkie ubrania matki, których jeszcze nie miała siły się pozbyć. W ciche wieczory lubiła tu stać i chłonąć powoli zanikający zapach bezpieczeństwa. Zapach perfum matki. Teraz gwałtownie wyrzucała rzeczy na środek pokoju, szukając sznura do bielizny, który gdzieś tu musiał być. Może uda jej się opuścić na balkon piętro niżej. W końcu wymacała ciasny zwój na dnie szafy i niemal ucałowała go ze szczęścia. Zerwała się z klęczek i ruszyła w stronę drugiego pokoju, kiedy zdała sobie sprawę, że walenie w drzwi ucichło. Cisza zdawała się dzwonić jej w uszach, wypełniając sobą całą przestrzeń, całe życie.
Stała niepewnie, patrząc w stronę przedpokoju. Zdawało jej się, że widzi arabeskę balustrady w otwartych drzwiach. Otworzyła usta, żeby krzyknąć, ale było za późno. Otoczyli ją ze wszystkich stron i bezcielesnymi dłońmi unieśli w górę. Czuła, że traci oddech i pochłonęła ją ciemność.
***
Policję wezwała starsza kobieta, mieszkająca w kamienicy naprzeciwko. Gdy rano weszła do kuchni, przez okno zobaczyła tę dziewczynę w mieszkaniu po drugiej stronie ulicy. Uderzenie adrenaliny ścisnęło jej żołądek. Z niedowierzaniem potrząsnęła głową i zwalczając mdłości pobiegła do telefonu. Trzęsącymi się rękami wystukała numer alarmowy i jeszcze raz niepewnie zerknęła w okno, upewniając się, czy to nie przywidzenie. Dziewczyna wisiała na sznurze nieruchomo, z ramionami opuszczonymi jak w geście bezradności, a długie czarne włosy zasłaniały twarz.
– Znała pani denatkę? – pytał zażywny policjant, kiedy wreszcie udało im się uspokoić roztrzęsioną kobietę na tyle, żeby można z nią porozmawiać. Siedziała tyłem do okna, nie chcąc nawet patrzeć w tamtą stronę. Skinęła głową.
– Wszyscy ją tu znali. Rok temu straciła w wypadku oboje rodziców. Biedactwo. Leżała w szpitalu kilka miesięcy, zanim wróciła do domu. Niby wszystko było w porządku, ale jakaś taka była... no inna. Żyła jak odludek. Może przez tych rodziców, ale najpewniej dlatego, że w wypadku straciła słuch. – Podniosła oczy na policjanta, który przestał notować. – No głucha była. Całkiem. Jak pień.
Kobieta umilkła i otarła nie wiedzieć czemu nagle spocone dłonie o spódnicę. Gdzieś zza ściany dobiegło stukanie.


„Nieznajomy” (godło madalena)

Moja historia nie będzie typowa. Nie będzie też dla nikogo zaskoczeniem, w końcu różnorodność osób, które łączą się w pary i spędzają ze sobą resztę życia jest stosunkowo częsta. Jednak finał mojej opowieści nie ma szczęśliwego zakończenia tak jak w bajkach. Owszem żyjemy razem, mamy dzieci, jesteśmy szczęśliwi, ale poświęciłam całe swoje dawne życie, które miałam przed poznaniem jego. Czy żałuję? Zdecydowanie nie i mam nadzieję, że nigdy nie pożałuję.
Miałam uporządkowane życie zarówno prywatne jak i zawodowe. Spełniałam się, jako nauczycielka języka polskiego w szkole podstawowej w naszej niewielkiej wsi. Byłam związana z Jarkiem, planowaliśmy wspólne życie, powoli dojrzewaliśmy do decyzji, aby wziąć ślub i związać się na poważnie. Mieliśmy mnóstwo wspólnych znajomych i przyjaciół. Nasza wieś była nieduża, dlatego wszyscy się znali i wiedzieli o sobie prawie wszystko. Pewnego dnia do domku po zmarłej staruszce Pani Helence wprowadził się młody chłopak. Zawsze, kiedy ktoś nowy wprowadzał się, od razu witał się z mieszkańcami całej wsi, robił jakąś powitalną imprezę lub po prostu w miejscowym sklepie dochodziło do oficjalnego przyjęcia nowego członka naszej wspólnoty. Dziwiło wszystkich to, że młody chłopak nie pokazuje się we wsi, nie robi zakupów, nikt do niego nie przyjeżdża, a on sam jedzie do miasta rano i wraca późnym wieczorem. Ludzie zaczęli plotkować, a ja lubiąca towarzystwo zaczęłam namawiać Jarka i przyjaciół byśmy nieznajomego odwiedzili. Po pewnym czasie wszyscy nabrali ochoty na spotkanie, bo jego tajemniczość zaczęła nas coraz bardziej ciekawić i zarazem irytować. Upiekłam ulubioną szarlotkę i z całą ferajną późnym wieczorem poszliśmy do „Tajniaka” jak mawialiśmy na naszego nowego sąsiada. Pukaliśmy, dzwoniliśmy – nikt nie otwierał. Widzieliśmy, że w otwartym garażu stoi samochód, ale nasz zagadkowy nieznajomy dalej nie odpowiadał. Po kilku minutach w końcu otworzył drzwi, uśmiechnął się, ale nic nie powiedział. Ktoś nie wytrzymał i krzyknął głuchy, kiedy po chwili dostrzegliśmy uszy Emila, a w nich małe, prawie niewidoczne nowoczesne aparaty słuchowe.
Studiując w Gdańsku miałam parę razy kontakt z osobami niesłyszącymi. Jako jedyna pamiętnego wieczora spędziłam u niego pół nocy sącząc pyszne wino i jedząc szarlotkę. Wszyscy pozostali uciekli łącznie z moim Jarkiem. Co Cię obchodzi głuchy! Spadajmy stąd… Nie ma jak z nim gadać, przecież to odmieniec! Zamknij się i lepiej idź! Ja zostanę i z chęcią go bliżej poznam. Zapomnij! Masz ze mną iść! Nie! Nie jestem Twoją własnością! Puść mnie! – wtedy dostrzegałam jak Jarek jest mi obcy, zaborczy. Zapaliła mi się żółta lampka, ale nic nie mogło mi przyćmić mojego zainteresowania Emilem i blasku, jaki od niego bił. Nie mówił nic, ja tylko nawijałam jak nakręcona, uśmiechnięta, sypałam anegdotami i dowcipami, a on o dziwo również się śmiał tak jakby mnie rozumiał. Nagle spojrzałam na zegarek Rany już druga! – krzyknęłam, a on roześmiał się. Wyjął kartkę i coś szybko, ale bardzo wyraźnie napisał – Ja Ciebie rozumiem, wiem i czytam z Twoich ust wszystko, co mówisz, Ty mnie nie usłyszysz, wstydzę się. Umiem pisać, skończyłem historię na Uniwersytecie. Nie jestem głupim głucholem, pracuję w Gdańsku, w szkole podstawowej dla dzieci głuchoniemych. Jak kiedyś będziesz niedaleko, wpadnij. Pokażę Ci wszystko i zobaczysz mój świat – kiedy podawał mi kartkę widziałam jak drżą mu ręce. Przeczytałam i wzięłam go za rękę, sama nie wiedziałam, dlaczego. Jestem Emil – wyszeptał, a mnie serce podskoczyło pod same gardło. Teraz to ja nie potrafiłam powiedzieć ani słowa. Zahipnotyzował mnie, kiedy usłyszałam zachrypnięty głos, który miał w sobie coś niezwykłego. Całe moje ciało drżało, a ja nadal trzymałam go za rękę. Wracałam do domu odurzona tym, co mi się przytrafiło. Nie potrafiłam wyjaśnić racjonalnie, co mi jest. Uśmiechałam się sama do siebie, oglądałam gwiazdy i wyobrażałam sobie jakby to było być z kimś, kto nie słyszy, nie słuchałby ze mną przeze mnie kochanej muzyki klasycznej i oglądać telewizję równocześnie z napisami. Tak bardzo denerwowało mnie to, kiedy program był z głosem i napisami. Ja głupia! – skarciłam siebie, że mimo wykształcenia nie domyśliłam się, jakie to ważne dla niedosłyszących osób. Przed drzwiami domu stał podpity Jarek. Dałaś mu się! Idź do domu i wytrzeźwiej, a nie mnie obrażasz! Jak Ci się gadało z głuchym? Przestań być sarkastyczny. Idź stąd! Moja dziewczyna polubiła odmieńców! – nie chciałam go słuchać. Weszłam do domu i po policzkach spłynęły mi łzy. To wtedy zrozumiałam, że Emil jest wyjątkowy, a ja chcę go poznać i zobaczyć jego prawdziwy świat. Następnego dnia pojechałam do Gdańska. Nie pojmowałam, dlaczego tak mi zależy na akceptacji Emila, czemu tak bardzo chcę go bliżej poznać. Czułam, że to nie tylko ciekawość świata niesłyszących, ale przede wszystkim moje zauroczenie nim, jego tajemniczością, a zarazem ogromnym ciepłem fascynowało mnie.
Tak właśnie zaczęła się moja miłość do Emila, która trwa już piętnaście lat. Jesteśmy małżeństwem, mamy dwóch synów i nie mieszkamy w mojej rodzinnej wsi. Kiedy zaczęłam poznawać coraz bliżej Emila, zakochiwać się w nim, Jarek stał się zazdrosny i niestroniący od rozkazywania mi. Dostrzegłam jego okropną naturę, synusia tatusia, który miał największe gospodarstwo we wsi i wszystkich pod swoim pantoflem. Nic nie mogło się obyć bez „Matczaków”, a Jarek okazywał mi jak bardzo denerwują go moje kontakty z „głuchym”. Nie przejmowałam się tym, znikałam po pracy i jeździłam do Gdańska. Na początku – ja mówiłam, Emil milczał albo pisał na kartkach. Po miesiącu w końcu odważył się ze mną porozmawiać. Mówił szybko, niewyraźnie, ale odczuwałam dumę, że mi zaufał, że przełamał się, aby ze mną pogadać. Pocałował mnie przy pomniku Westerplatte, kiedy powiedział, że jestem pierwszą zdrową kobietą, która chciała z nim pobyć, poznać go, nie odrzuciła natychmiast. Zakochałam się nie w jego mowie, słowach, obietnicach, ale gestach, mimice, promiennym uśmiechu i cieple bijącym z jego oczu. Nikt nigdy nie okazał mi takiego uczucia tak jak Emil. Dość szybko podjęłam decyzję, że chcę się z nim związać, a on poprosił mnie o rękę. Rozstałam się z Jarkiem, który wymachiwał rękami, wrzeszczał i prawie mnie pobił, bo „Jak mogłaś się puścić z głuchym!”. Moi rodzice codziennie tłumaczyli, krzyczeli i błagali o zmianę mojej decyzji, żebym się opamiętała. Przyprowadziłam do domu Emila, prosiłam rodzinę by zrozumieli, że to ktoś wyjątkowy i nieważne, że nie dosłyszy, ważne, że ja jestem szczęśliwa, bo czuję jego miłość w każdym jego geście, a nie wtedy, gdy chce pójść ze mną do łóżka tak jak było to z Jarkiem. Nie zważałam na rodziców, rodzinę, znajomych i przyjaciół. Wszyscy się ode mnie się odwrócili. Wytykali palcami, że ja i głuchy, że to na pewno się nie uda, ja właśnie wtedy przeżywałam pierwsze nasze wspólne noce i pierwszy nasz prawdziwy dotyk. Nikt nigdy nie udowodnił mi jak bardzo mnie kocha. Nie pokazał jaka jestem piękna nie mówiąc ani słowa, ale malując rękami mnie, jako boginię. U nikogo nie miałam takiego uznania i nikt nigdy nie powiedział, że jestem najważniejsza. Zasmuciło mnie jak w dwudziestym pierwszym wieku ludzie potrafią być zaściankowi i zaciekli by oceniać po wyglądzie, a nie po sercu i wnętrzu. Zerwałam kontakt ze wszystkimi, nawet mama się ode mnie odwróciła. Wyrzekła się mnie mówiąc, że nie tak wychowała córkę. Zrobili ze mnie pośmiewisko, a ja? Nie przejmowałam się tym.
Dzisiaj cały czas mam momentami kłopot, aby dogadać się z moim mężem. Wzięliśmy cichy ślub, naszymi gośćmi była dwójka najlepszych przyjaciół Emila, a dziś i moi – głuchoniemy Krzysiek i Asia, zdrowa tak jak ja. To ona pomogła mi przezwyciężyć moje bariery i frustracje, które z czasem się pojawiły. Denerwowałam się, że nie mogę do Emila zadzwonić i porozmawiać, że nie słyszy płaczu naszego dziecka i to ja muszę wstawać w nocy. Jednak z czasem to wszystko przestało przeszkadzać, a ja nauczyłam się żyć z utrudnieniem. Żałuję tylko, że moje dzieci nie mają dziadków, że moi rodzice tak bardzo się od nas odsunęli. Mimo to, kiedy widzę radosne twarze moich słyszących synów, którzy wesoło bawią się z Emilem wszystkie smutki odchodzą. Warto było zostawić wszystko by dziś czuć jak wiele daje mi osoba, która mimo tego, że nie słyszy jest wspaniała i kochająca.


Rozstanie (godło Powietrze)

- Rozwód. – Słyszę krzyk mamy dochodzący z przedpokoju. Wtulam się mocniej w misia, czując zbliżające się zagrożenie. Dlaczego rodzice się kłócą? Na pewno coś zawiniłem. Wczoraj byłem niegrzeczny. Rozbiłem szklankę.
- Nigdy nie byłeś dla mnie wsparciem. Zawsze byłeś daleko, kiedy chciałam się przytulić.
- Powiedz mi, dlaczego? Co takiego się stało? Kochałaś mnie, ożeniłaś się ze mną, ślubowałaś mi wierność a teraz nie chcesz ze mną być? – Tata nigdy nie krzyczał, na pewno mówią o rozbitej szklance.
- Nie wiem, zmieniłeś się, ja się zmieniłam, życie się zmieniło.
- Co to kurwa za wyjaśnienie? Nic z tego nie rozumiem!
Dlaczego oni tak krzyczą? Jeśli zaraz nie przestaną rozpłacze się, to zwykle pomaga, może wtedy przestaną, zwrócą na mnie uwagę, zapomną o moich wybrykach.
- Po prostu już cię nie kocham, być może jestem egoistyczna, ale nie potrafię się poświęcić. Dzieckiem podzielimy się po równo.
Mówią coś o mnie. A więc to na pewno moja wina. To przeze mnie mamusia i tatuś się kłócą.
- Nie potrafię żyć bez ciebie. Jeśli mnie zostawisz, zrobię sobie coś złego.
- Nie ośmieszaj się. Nie próbuj wziąć mnie na litość.
- Zmienię się, tylko nie odchodź.
- Próbuj, staraj się, walcz o mnie, może ci się uda.
- Jeśli odejdziesz zostanę starym facetem bez przyszłości.
Nie rozumiem, co się dzieje, ale czuję nieopisany smutek, który wypełnia moje ciało. Obarczam się winą za to, że tatuś jest smutny a mamusia krzyczy. Stało się coś złego, co będzie mieć wpływ na moje dalsze życie. Na dalsze życie naszej rodziny. Zbyt wiele emocji kotłuje mi się w głowie. Jestem zbyt mały, żeby to pojąć, zrozumieć.



- Rozwód – rzucam ze łzami w oczach.
Adam nie odpowiada, tylko chowa się w łazience. Idę za mężem, zawsze uciekał od problemów, ale tym razem musi spojrzeć mi w oczy. Otwieram drzwi i mówię, co mi leży na sercu.
- Nigdy nie byłeś dla mnie wsparciem. Zawsze byłeś daleko, kiedy chciałam się przytulić.
Mam straszny mętlik w głowie. Nie potrafię wyrazić swoich myśli, ale jednego jestem pewna – ten człowiek nie potrafi dać mi szczęścia.
- Powiedz mi, dlaczego? Co takiego się stało? Kochałaś mnie, ożeniłaś się ze mną, ślubowałaś mi wierność a teraz nie chcesz ze mną być? – W oczach Adama dostrzegam bezgraniczny strach i zagubienie.
- Nie wiem, zmieniłeś się, ja się zmieniłam, życie się zmieniło – odpowiadam, nie do końca wiedząc, co chciałam przez to powiedzieć.
- Co to kurwa za wyjaśnienie? Nic z tego nie rozumiem! – krzyczy mąż.
Co mam ci odpowiedzieć? Że straciłeś w moich oczach wartość, że nie czuję do ciebie pociągu seksualnego, nawet nie mam ciarek, kiedy jestem w twoich ramionach. Nie chcę się obudzić za trzydzieści lat i powiedzieć, że zmarnowałam życie tkwiąc u twego boku. Od początku to ja ciągnę nasz związek, to ja wychodzę z inicjatywą, muszę się o wszystko martwić i starać. Nie potrzebuję ciężaru, tylko partnera. Kogoś, przy kim poczuję, że żyję.
- Po prostu już cię nie kocham, być może jestem egoistyczna, ale nie potrafię się poświęcić. Dzieckiem podzielimy się po równo.
Kiedyś byłeś interesującym mężczyzną. Miałeś swoje zainteresowania, pasje. Potem twoje życie stało się naszym życiem. Wszystko robiliśmy wspólnie, nasze dwa światy stały się jednym wspólnym światem. A teraz ty, jako mężczyzna nie masz mi już nic do zaoferowania. Po co mi ktoś, kto nie jest już dla mnie żadnym wyzwaniem.
- Nie potrafię żyć bez ciebie. Jeśli mnie zostawisz, zrobię sobie coś złego – żali się Adam.
Boże, jaki on jest żałosny. Żeby tylko nie robił mi problemów z rozwodem.
- Nie ośmieszaj się. Nie próbuj wziąć mnie na litość.
- Zmienię się, tylko nie odchodź.
- Próbuj, staraj się, walcz o mnie, może ci się uda.
- Jeśli odejdziesz, zostanę starym facetem bez przyszłości.
Żenujący facet, który nie potrafi pogodzić się z porażką i rozstać z godnością. Kompletne zero, które umie tylko narzekać.



- Rozwód – mówi Marta ze łzami w oczach.
Nie odpowiadam, ta informacja spada na mnie niczym grom z jasnego nieba. Co takiego się nagle stało? Dlaczego ona chce się rozstać? Przecież oddałem jej całe życie, nie piję już piwa, rzuciłem motocykle, nawet z kolegami przestałem się spotykać. A ona teraz mi mówi, że chce rozwodu? Boże, co się dzieje? Muszę się zastanowić, pobyć chwilę sam.
Chowam się w łazience. Żona jednak nie ustępuje, idzie za mną i niczym bezduszny drapieżca atakuje dalej.
- Nigdy nie byłeś dla mnie wsparciem. Zawsze byłeś daleko, kiedy chciałam się przytulić.
O co tej kobiecie chodzi? Miałem kłopoty ze zdrowiem, w pracy mi się nie wiodło. Czy to moja wina? A teraz robi mi jeszcze wyrzuty. A jakie wsparcie ona mi dała przez te lata? Dlaczego to ja mam być za wszystko odpowiedzialny? Chciałyście równouprawnienia to sobie je weźcie. Nie wiem, co powiedzieć, myśli plączą mi się po głowie. W przypływie rozpaczy wypowiadam lakoniczne pytania, w których kryje się rozgoryczenie i żal do świata i żony.
- Powiedz mi, dlaczego? Co takiego się stało? Kochałaś mnie, ożeniłaś się ze mną, ślubowałaś mi wierność a teraz nie chcesz ze mną być?
- Nie wiem, zmieniłeś się, ja się zmieniłam, życie się zmieniło.
Cóż to za odpowiedź? Życie się zmieniło i to jest powód, aby się rozstawać. A co z obietnicą bycia ze sobą w nieszczęściu i chorobie? Czy to dla ciebie nic nie znaczy?
- Co to kurwa za wyjaśnienie? Nic z tego nie rozumiem! – rzucam, nie wiedząc co powiedzieć.
Boże zostawi mnie, rozwali nasze małżeństwo, sprawi, że dziecko będzie żyć w rozbitej rodzinie i wszystko kurwa, dlatego, że życie się zmieniło. Żadnego racjonalnego wytłumaczenia. Babskie gadanie. Co ja mam o tym wszystkim sądzić? Nawet nie wiem, gdzie zawiniłem, gdzie popełniłem błąd?
- Po prostu już cię nie kocham, być może jestem egoistyczna, ale nie potrafię się poświęcić. Dzieckiem podzielimy się po równo.
Ona jest po prostu złą i nieodpowiedzialną kobietą. Tylko, dlaczego ja ją nadal kocham? Jak ja sobie teraz poradzę? Co zrobię? Gdzie pójdę?
- Nie potrafię żyć bez ciebie. Jeśli mnie zostawisz, zrobię sobie coś złego – wypowiadam bez zastanowienia.
Ona naprawdę chce to zrobić. Nie mogę do tego dopuścić. Muszę spróbować ratować nasze małżeństwo, siebie, dziecko. Nie potrafię bez ciebie żyć, jesteś mi potrzebna. Oddałem ci wszystko i nic mi już nie pozostało.
- Nie ośmieszaj się. Nie próbuj wziąć mnie na litość – odpowiada beznamiętnie.
- Zmienię się, tylko nie odchodź.
Mam łzy w oczach. Przecież musi mi dać jeszcze jedną szansę. Dlaczego ona jest tak nieczuła i bezwzględna?
- Próbuj, staraj się, walcz o mnie, może ci się uda.
- Jeśli odejdziesz zostanę starym facetem bez przyszłości.
Nie potrafię żyć sam. Małżeństwo jest dla mnie wszystkim. Nie umiem zacząć wszystkiego od nowa. Muszę spróbować odbudować to, co było między nami.
Tylko, w jaki sposób mam to zrobić?



Mogliby mnie nakarmić i wyprowadzić na spacer. Dlaczego oni tak krzyczą? Słucham ich, ale ich nie słyszę. Nie zrozumiem ich. Ostatnio skarcili mnie, kiedy pogryzłem poduszkę. A przecież to taka doskonała zabawa. Może znowu coś przeskrobałem? Nic sobie nie przypominam. Lepiej przeczekam, aż trochę się uspokoi.
Azor podkula ogon i drepta, aby schować się w kojcu.


Śmiertelna cisza (godło Lwowianka)

Matce Boskiej odpadła głowa. Odłamki marmuru rozsypały się na wszystkie strony, a strzały nie chciały ucichnąć. Bolały mnie uszy, nie wiedziałam gdzie się schować... Antoś skulił się za wielkim kamieniem i oparł o niego lufę karabinu. Przymknął lewe oko i cierpliwie czekał. W krzakach coś zaszeleściło. Ktoś bardzo głupi myślał, że nie zwróci na siebie uwagi. Kiedy między liśćmi pojawił się kawałek ciemnego materiału, chłopak nacisnął spust.
Krzyk przerażenia przedarł się przez odgłos strzałów. Nie mógł to być jeszcze ryk bólu, adrenalina robi swoje i człowiek nie zdaje sobie sprawy, jak to może piekielnie boleć. Wrzask. Z pewnością nie było to polskie słowo. A więc padł Ukrainiec. Jeden z niewielu, których udało nam się zastrzelić. Nie, nie jesteśmy zawodowymi mordercami. Mam szesnaście lat i od kilku godzin biegam razem z Antkiem po cmentarzu unikając latających w powietrzu kul. Nie jestem zabójcą.
Nawet nie zabijałam. To on strzelał, ja tylko z bliska, ze strachu i w obronie własnej. Wojna ma swoje prawa i całkiem inne reguły niż pokój. Jeżeli zabijesz swojego, jesteś zdrajcą i potworem, jednak jeżeli twój pocisk trafi wroga stajesz się narodowym bohaterem. My nimi nie byliśmy. Po prostu dorośli postanowili zabrać nam to, co kochaliśmy. Nie byliśmy źli...Chyba.
- Szybciej! - wrzasnął ktoś za naszymi plecami. Padłam na ziemię i zamknęłam oczy. Nikt nie ostrzegał mnie, że będzie tutaj aż tak głośno. Przecież między starymi drzewami zawsze panowała cisza.
Antoś ładował. Obok mnie ustawił się do strzału Marek i lekko szturchnął mnie nogą. Zakryłam uszy dłońmi. Coś krzyczał, jednak jego słowa zlały się z okrzykami innych. Każdy coś mówił, dawał rozkazy, a ja się całkowicie zgubiłam. Nie wiedziałam co robić. Widziałam tylko grupę Ukraińców idącą w naszą stronę.
Nie przejmowali się stojącymi na ich drodze pomnikami. Po prostu szli po grobach, przewracali posągi, deptali kwiaty... Zupełnie jakby nie obchodziło ich to, gdzie się znajdują.
Świsnęła kula. Jedna z wielu. Najstarszy z nas uderzył tyłem głowy o kant nagrobka. Ten cichy odgłos wydał mi się głośniejszy od tego wszystkiego, co tam się wtedy działo. Czułam jak oczy nachodzą mi łzami. Z piersi dowódcy sączyła się krew, a z pękniętej czaszki wylewał się mózg. Ciało trzęsło się w agonii, wyłupiaste oczy patrzyły na mnie nieobecnym wzrokiem. Zadrżałam i zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, zwymiotowałam na jego zakrwawioną koszulę w kratę. Nie płakałam z powodu jego śmierci. Przecież każdy z nas, wychodząc z domu wiedział, że prawdopodobnie już nigdy do niego nie wróci. Wszyscy mieliśmy zginąć, jednak kiedy widział jak on umiera, zdałam sobie sprawę jaka jestem bezbronna. Nie miałam wpływu na takie rzeczy.
- Rusz się księżniczko! - ryknął Antoś. Aż dziwne, że w tak małym dziecku była tak wielka wola walki. Odruchowo przejął obowiązki Marka.
Złapałam drżącymi dłońmi swój karabin. Wzięłam głęboki oddech i przyłożyłam policzek do kolby. Na moment wszystko ucichło. Byłam tylko ja i oni. Musiałam się skupić i automatycznie wyłączyć wszlekie zmysły. Liczyły się jedynie oczy, opanowanie i siła. Aż głupie, że podczas walki jedną z najważniejszych rzeczy jest właśnie spokój i opanowanie. Bez tego nikogo nie zabijesz.
Błyskawicznie nacisnęłam spust. I jeszcze raz. I jeszcze. Trafiłam dwóch, jednak jeden z nich podnosił pistolet i kierował w moją stronę. Upadłam. Kula trafiła w popękany pień. Zakryłam dłońmi głowę i czekałam na najgorsze. Cierpliwie odliczałam sekundy trwające całe wieki do przyjścia agresorów. Oczekiwałam ich szorstkich dłoni ciągnących mnie za włosy, twardych butów okładających moje żebra i zimnej lufy pistoletu, wysyłającej mnie na drugi świat.
Nikt jednak nie przyszedł. Poczułam pieczenie z prawej strony łba. Przeturlałam się na plecy uznając, że już minęło. Przecież cisza oznacza koniec bitwy. Ich nie było aż tak dużo... Spojrzałam w niebo, cicho jęknęłam i siłą woli odciągnęłam dłoń od ucha. Zbliżyłam ją do twarzy i myślałam, że umrę. Była cała zakrwawiona. A więc oberwałam... Trafili mnie, a ja nawet tego nie zauważyłam. Czyli wszystko co mówiono o śmierci tutaj było prawdą. Nawet nie wiesz, kiedy cię zabiją.
W głowie kłębiły mi się setki myśli. Nawet nie pamiętam jakie. Mniej więcej o tym, co przed chwilą się wydarzyło. Chciałam wiedzieć jakim cudem oberwałam. Kiedy to się stało. Jak... Ktoś mną potrząsnął. Nie byłam w stanie się ruszyć. Poczułam ciepłe palce na swojej szyi. A więc tak zginę? Uduszona przez jakiegoś ledwo trzymajacego się na nogach drania?
Nagle zobaczyłam rozmazaną twarz Antosia. Coś mówił, jednak nie wiedziałam co. Zamknęłam się w cichym pokoju swojego umysłu i nie chciałam już nigdy z niego wychodzić. Tam było mi dobrze. Nie przeszkadzały mi strzały, huki, wybuchy, trzaski sypiących się pomników. Nie musiałam słyszeć ryków umierających ludzi, szelestu liści, w których tańczył wiatr, niosący do ojczyzny wieść o naszej walce. Nic. Zostałam tylko ja i myśli.
Zamknęłam oczy.
Może w ten sposób się umiera? Wystarczy zamknąć oczy, odseparować się od świata i krwawić? Głupia.
Antek złapał mnie za rękę i pociągnął w górę. Usiadłam, a on zaczął mnie nerwowo ciągnąć dalej. Musiałam wstać, jednak po chwili znowu usiadłam na zakrwawionej ziemi. Nie wiedziałam co się dzieje. On poruszał szybko ustami, był przerażony, a ja nie potrafiłam ustać na własnych nogach. Spojrzałam na nie, żeby się upewnić, czy w ogóle jeszcze je posiadam. Były na swoim miejscu. Poruszyłam palcami. Bez problemu zgięłam obydwie w kolanach. Coś tu nie pasowało.
Chłopak jeszcze raz podniósł mnie. Zrobiłam krok, jednak zachwiałam się i upadłam. To nie miało najmniejszego sensu. Chciałam coś powiedzieć, jednak nie byłam pewna czy wypowiedziałam dobre słowa. Nigdy nie ufałam swoim myślom ani drganiom w gardle. Skąd miałam wiedzieć, co mu powiedziałam?
Otworzył szeroko buzię. Oczy otworzył szeroko i chyba wstrzymał oddech. Przeraziłam się widząc jak pada. Przygniótł mnie swoim ciężarem. Doskonale wiedział, jak boję się umarłych.
Zostałam sama. Półżywa, błądząca w ciszy własnego umysłu. Nie mogłam wstać. Równowaga gdzieś zniknęła i stałam się o wiele większą kaleką niż tylko głuchą. To z pewnością nie było dobre.
Nade mną stanął jakiś obcy człowiek. Zaśmiał się na mój widok i kopnął ciało Antka. Chciałam coś zrobić, uderzyć go, kopnąć, zabić... Udało mi się jedynie poruszyć ręką i wydać z siebie bliżej nieokreślony jęk. Tak mi się przynajmniej zdawało.
Błysnęło coś. Chłód metalu drażnił skórę mojej głowy. Zamknęłam oczy. Wzięłam ostatni oddech lwowskiego powietrza i po chwili do wielkiej ciszy doszła również ciemność. Mrok, który ogarnia serce każdego mordercy.


Kwatera głosów odległych (godło Fuko)

Dla dziewczynki piwnica była domem. A także światem. Nie wychodziła z niej, odkąd pewnego dnia zeszła po ziemniaki. Na wyższych piętrach wybuchł pożar, w skutek którego kamienica się zawaliła. Dziewczynka została sama pod gruzami.
Z początku była przekonana, że niebawem ktoś ją uwolni. Potem pomyślała, że musi na ratunek cierpliwie poczekać, czekała więc cierpliwie, lecz nikt się nie zjawił. Zrozumiała, że być nie ma nikogo, kto mógłby jej szukać. Pod sufitem było niewielkie, półokrągłe, zakratowane okienko – próbowała do niego sięgnąć, ale na próżno. Na koniec zaczęła wołać o pomoc, ale że wołała z samego dna piwnicy, jej głos ginął wśród tupania, stukania i gwaru ulicy.
Dziewczynka zjadła wszystkie jabłka, jakie znalazła w piwnicy, próbowała także ziemniaków, lecz szybko zrezygnowała. Sądziła, że czeka ją śmierć głodowa, ale wtedy nieoczekiwanie pojawił się staruszek.
Przyszedł niepostrzeżenie przez komin. Było to dość niespodziewane, ale że przyniósł ze sobą jedzenie, dziewczynka postanowiła nie brać mu za złe drobnych dziwactw. Zamiast tego, zapytała, czy nie mógłby sprowadzić kogoś na ratunek – zapytała, ale żaden dźwięk nie opuścił jej ust. Od długiego wołania utraciła głos. Zrozumiawszy to, dziewczynka spróbowała tym razem na migi wyjaśnić staruszkowi, że potrzebuje pomocy, jednak bezskutecznie. Zmarszczki pokrywające twarz starowinka siatką tak gęstą, że nie było widać spod niej zgoła nic, przybrały kształt sugerujący kryjący się pod spodem uśmiech. Staruszek pokiwał głową i wyszedł, a gdy wrócił, przyniósł ze sobą puchową poduszkę i ciepłą pierzynę. Następnym razem obdarował ją zapasem chleba i wody, od tego momentu niemal co dzień przynosząc jej coś świeżego do zjedzenia.
Mijały pory roku. Na jesieni wiatr wwiewał przez zakratowane okienko pożółkłe liście, zimą wpadały do środka płatki śniegu, wiosną pryskało i zlewało się błoto, latem przeświecały ukośnie promienie wysoko stojącego słońca. Dziewczynka przemierzyła po wielokroć piwnicę, odmierzyła ją krok po kroku, dotknęła dłonią każdego kamienia i każdej cegły. Poznała także od podszewki wszystkie głosy miasta.
Stuk podków o bruk, dźwięk toczenia się kół lekkich i ciężkich powozów, kroki przechodniów, rozmowy, krzyki i śmiechy – nauczyła się rozróżniać i rozpoznawać je wszystkie. Potrafiła całe dnie spędzać z uchem przyłożonym do ściany, żyjąc życiem miasta, wraz z przechodniami doświadczając drobnych smutków i radości, z przypadkowych fragmentów ich historii tworząc własny gobelin zdarzeń i znaczeń, nadając im imiona i tworząc światy. Albo też dla odmiany siadała oparta o ścianę plecami, wpatrując się w cienie przemykające po przeciwległym jej rumowisku.
Z czasem dostrzegła istnienie dźwięku innego od pozostałych, a tak cichutkiego, że ledwie była w stanie go dosłyszeć. Lekkie postukiwanie, towarzyszące równie lekki krokom zaintrygowało ją. Dawało się słyszeć w różnych godzinach, czasami wcale, a czasem kilkukrotnie w ciągu dnia, zawsze takie samo. Długie zimowe noce spędzała zastanawiając się, co i kto też to może być. Z wiosną przyszło jej na myśl, że to może wytworny pan z parasolem, latem – że to żołnierz postukujący szablą, na jesieni zaś nabrała przekonania, że to laska niedowidzącego staruszka uderza o bruk. Gdy przez okienko znów zaczęło pryskać i siąpić wiosenne błoto i gdzieś tam zapewne zakwitły kwiaty, dziewczynka miała gotowych już znacznie więcej historii, a warianty i odmiany opowieści pomnażały się w jej snach przez kolejne lato i jesień aż po mroźną zimę, gdy kuląc się pod kołdrą zaciskała zgrabiałe dłonie, wsłuchując w głosy ulicy, odmalowując sobie przed oczami rozmaite wersje stukającego pana lub pani, czekając na jego lub jej przejście. Gdy na początku wiosny przez kilka dni zaniedbał swego przemarszu, dziewczynka z pewnością nie zniosłaby niepokoju i tęsknoty, gdyby nie to, że zamknięta w piwnicy nie miała innego wyjścia.
Mijały lata, a wraz z ich upływem dziewczynka wypracowała sobie właściwy rytm dnia i roku, własne gry i zabawy. Na ogół główną rolę odgrywały w nich głosy ulicy, ale miała też i inne – jak teraz, gdy łapała w powietrzu niesione wiatrem płatki śniegu. Stojąc z wyciągniętymi ku górze dłońmi spostrzegła nagle, że jej dłonie wyciągają się aż na wysokość niedosięgnionego niegdyś okienka. Gdy podeszła do ściany, pod palcami bez trudu wyczuła zimną kratownicę i chłodny powiew. Urosła.
Z nagłym zainteresowaniem spojrzała w dół. Wełniana spódnica nie zakrywała jej już kostek, opadając ledwie do pół łydki, rękawy koszuli również znacznie się skróciły odsłaniając przedramiona. Niegdyś wielka chusta ledwie obejmowała ramiona i tylko włosy znacznie się wydłużyły, sięgając daleko poniżej talii.
Wyciągnęła dłonie do góry i chwyciwszy się kratownicy, opierając stopami o wystające ze ściany cegły, wyjrzała na zewnątrz.
Naraz wszystkie dźwięki, wcześniej niosące ze sobą niezliczone warianty znaczeń, skrystalizowały się w jeden określony kształt. Nogawki spodni, rąbki spódnic, wyszukane i nie wyszukane obuwie, końskie kopyta, koła powozów tańczyły przed jej oczami wśród harcujących płatków śniegu, spowite w siwomleczną mgłę. Wczepiając w kratownicę przemarznięte palce, wilgotne od pary unoszącej się z jej oddechu, obserwowała przemarsz, aż zapadł zmrok i coraz rzadziej po ulicy przemykały cienie nogawek i butów. Nie doczekała się „pana stukającego”, ale czego nie zobaczyła dzisiaj, zobaczy jutro – z tą myślą zawinęła się do snu.
Obudziła się ze stanowczym zamiarem odkrycia tożsamości „stukacza”, jednak traf chciał, iż zanim zdążyła to zrobić, sama została odkryta.

Następnego dnia gazety rozpisywały się na temat młodej kobiety odnalezionej po latach pod gruzami zawalonej kamienicy. Według doniesień, przeżyła jedynie dzięki pomocy dokarmiającego ją staruszka, niegdysiejszego kominiarza, w tym celu wynoszącego domowe zapasy ku utrapieniu niczego nieświadomej synowej.
Już nie dziewczynka znalazła się pod opieką rodziny, uszczęśliwionej jej powrotem przynajmniej przez pierwszy tydzień i w obecności przedstawicieli gazety. Znów zaczęła sypiać w ciepłym łóżku i jadać przy stole. Swobodnie oglądała świat, który z dnia na dzień tracił na swej zachwycającej cudowności. I tylko jednego jej brakowało – głosu lekkich kroków, cichego postukiwania... czasami budziła się w środku nocy i w ciemności wytężała słuch, jednak jedyną odpowiedzą było milczenie zamkniętych okien. Czasami je otwierała, ale gwar ulicy nieodmiennie pozostawał odległy i przytłumiony.
Któregoś dnia, wiedziona uczuciem przedziwnej tęsknoty, wymknęła się z domu krewnych i wróciła na ruiny swej dawnej kamienicy, powoli uprzątane pod nową budowę. Przysiadła w bramie i zawiązała oczy czarną chustką, tak, by nawet promyk światła nie przedostał się przez zasłonięte powieki. Wsłuchała się w znajome głosy, a one, po chwili ociągania, powróciły do niej z dawną intensywnością. Tupanie, podkowy uderzające o bruk, toczenie się kół, krzyki, śmiechy, rozmowy... i wreszcie wśród wszystkich innych ten jeden dźwięk odmienny od pozostałych, tajemnicze, ledwie dosłyszalne stukanie. Ucieszona, już chciała zdjąć chustkę, gdy nagle zatrzymała w pół drogi uniesioną do twarzy dłoń. Zrozumiała, że tak naprawdę wcale nie chce patrzeć.


CICHE REKOLEKCJE BRATA KOKOSZKI NA TEMAT TEGO, CO SŁYCHAĆ (godło Soren)

- Myślę, że umarł, ponieważ coś usłyszał.
„Diabła tam, usłyszał” – zripostował w myślach brat Kokoszka, rozpoznając głos komisarza
miejscowej policji.
- Stał za tymi drzwiami, zapewne przykładając do nich ucho. Ktokolwiek był w środku, musiał
zauważyć jego obecność. Zaczaił się więc przy wejściu… – w pokoju rozległ się odgłos długich kroków
komisarza – …odczekał chwilę… Otworzył szybko drzwi… – komisarz szarpnął za klamkę i drzwi otwarły
się z jękiem - …i walnął go akwarium w głowę! – coś łupnęło w podłogę. Zapadła chwila nabożnej
ciszy, po której komisarz dodał od niechcenia: – A potem ukrył zwłoki w szafie.
- To jest prywatny pokój burmistrza – odezwał się ktoś inny. – Czy sądzi pan, że to on…
Kokoszka przeciągle jęknął w duchu. Na co mu to było? I dlaczego tak, a nie inaczej? Nie mając
nic innego do roboty, przebiegał w myślach znane sobie zapisy zarówno ze świętych ksiąg, jak i
brukowej literatury. W pismach, które studiował przed laty, może i nieco nieuważnie, ale pobożnie,
pełno było zwrotów dotyczących tego, co ludzie będą widzieć po śmierci: była tam mowa o oglądaniu
oblicza Boga i rajskich ogrodów; były jakieś nie do końca jasne metafory związane z patrzeniem w
zwierciadło i ze spoglądaniem z wysokości. Brat Kokoszka przysiągłby, że nie było tam za to ani słowa o
słuchu. Dlaczego więc teraz – myślał – po swojej niespodziewanej, ale szczęśliwie niezbyt bolesnej
śmierci, słyszał wiele, lecz nie widział i nie czuł zupełnie nic? Czy umieranie oznaczało aż taką
redukcję?
- W klasztorze mówią, że brat Kokoszka był wścibskim skur…
- Szacunek w obecności zmarłego, aspirancie! – upomniał swojego pomocnika komisarz.
- Przepraszam. Słyszałem plotki, że odsprzedawał brudne sekreciki swoim przełożonym, a nawet
przełożonym swoich przełożonych, jeśli ci pierwsi nie mieli ochoty go słuchać.
„Czy to właśnie dlatego?” – pomyślał z przejęciem brat Kokoszka. – „Czy tak mnie ukarano za
moją nadgorliwość? Słuchałem nie tego, co trzeba, więc teraz jestem w czyśćcu, w którym każe mi się
słuchać odgłosów z ziemi bez możliwości jakiegokolwiek wykorzystania tej wiedzy, a nawet
sprostowania ewidentnych wypaczeń? O to chodzi? O to?!”. Nie doczekawszy się odpowiedzi na swoje
pytanie, brat Kokoszka przestraszył się: „A co, jeśli mój głos wewnętrzny nie jest dla nikogo słyszalny?
Jeśli żaden głos wewnętrzny nie jest dla nikogo nigdy słyszalny? Mówiono nam, że kiedy ludzie nie
słyszą odpowiedzi na swoje modły, to muszą uzbroić się w cierpliwość i czekać, bo być może któregoś
dnia owa wielka cisza odpowie… Ale co w zasadzie miałaby powiedzieć? Może jakiś bas z ciemności
świątyni szepnie do biskupa: «I pójdziesz tam, gdzie jest kuria, która tak bardzo cię wkur…» Ha!”.
Obok miejsca, w którym brat Kokoszka leżał – a może stał lub siedział (nic nie czując i nie
widząc, nie był w stanie określić, czy jego zwłoki zastygły w dystyngowanej pozie) – coś zaszeleściło,
przesuwając się zygzakiem po podłodze.
- Po co on trzyma te ścierwa? – westchnął komisarz po adresem nieobecnego burmistrza. –
Aspirancie, zabierzcie no tego tam gadziego pupila burmistrza i umieśćcie go w nierozbitym
akwarium, zanim wlezie Kokoszce w rozdziawione i obślinione usta.
„Mimo to… żal” – myślał Kokoszka. – „Jak długo będę skazany na słuchanie i bycie
niesłuchanym? Byłoby miło, gdyby czasem ktoś odmruknął coś z ciemności…”.
- Łóżko nieposłane – rzekł komisarz. – A więc złapało się burmistrza na grzesznej miłości, co,
Kokoszka?
Zakonnik nie zdołał odpowiedzieć swoim wewnętrznym głosem. Zrobił to ktoś inny.
- Pościel jest zmięta tylko z jednej strony, a na poduszce są jedynie włosy burmistrza.
„Może zrobili to na połówce łóżka, a ona się nie kładła!” – odparł Kokoszka.
- Nawet zakładając wszelkie możliwości… i umiejętności przyjaciółki burmistrza… – głos zdawał się
odpowiadać na jego uwagę – Nie zastanawia pana zapach, jaki się tu unosi?
Przez chwilę panowała cisza, w której dało się wyłowić subtelne odgłosy wciągania powietrza
w kilka par nozdrzy. Kokoszka chętnie służyłby pomocą i swojego nosa, gdyby śmierć nie zabrała mu
węchu tak samo jak i wzroku.
- No właśnie – spuentował głos, który zakonnik zdołał wreszcie zidentyfikować jako należący do
młodego detektywa (tego, jak-mu-tam-było?), który ostatnio plątał się po okolicy, irytując
miejscowych śledczych. – Burmistrz opuszczał bankiet z pewną pięknie pachnącą damą. W tak
krótkim czasie zapach perfum nie zdążyłby wywietrzeć.
- Może byłoby je czuć, gdyby wielebny Kokoszka się nie zeszczał? – warknął komisarz.
- To nie jest zapach moczu.
„Bójcie się Boga!” – Kokoszka bezsilnie odbijał się od ścianek swego umysłu. – „Com usłyszał,
słyszałem! Burmistrz sapał, dyszał, jęczał i wrzeszczał, przeżywając bezecną rozkosz! Towarzyszkę miał
milczącą, on jednak do niej mówił. I to jakimi słowami! Najpierw słodziutko, a potem tłukł przy niej
szkło i wołał: ty taka, owaka! Uszy więdły!”.
- Nie zastanawiał się pan, gdzie podział się burmistrz?
- Moi ludzie go szukają.
- W szpitalu?
- Nie, bo dlaczego niby… – płuca wściekłego komisarza pracowały jak dwa wielkie miechy. Kiedy
wreszcie trochę się uspokoił, powiedział: – No dobra, chłopcze. Z grzeczności wysłucham twojej teorii,
a potem – jeśli uznam, że jest głupia, a na pewno jest – znikniesz stąd, nim zdążę wypowiedzieć twoje
imię, którego i tak nie pamiętam.
- Zgoda – roześmiał się, ku zgorszeniu Kokoszki, młodzieniec. – Zakonnik zaszył się w szafie pod koniec
bankietu, w celu zdobycia pikantnych informacji na temat burmistrza. Biskup zapewne dobrze by za
nie zapłacił, wiadomo bowiem, że od pewnego czasu nie może dojść z burmistrzem do porozumienia
w sprawie tego czy innego kawałka ziemi. Burmistrz jednak zbyt dużo wypił, więc towarzysząca mu
dama została odesłana do domu. Przed pójściem spać nakarmił swoje egzotyczne zwierzątka, ale nie
upewnił się, że nie wydostaną się one w nocy ze swych akwariów. Ulubiona jaszczurka ugryzła
burmistrza, gdy ten kładł się do łóżka. Pewnie w stopę – widzi pan te ślady na piasku, który wysypał
się z akwarium? Te, które prawie pan zadeptał? Burmistrz stawiał na podłodze jedną stopę, drugą
dotykał ziemi tylko palcami. Musiało okropnie boleć; brat Kokoszka usłyszał pewnie wiele dosadnych
słów. Burmistrz próbował umieścić jaszczurkę w akwarium, ale spanikował, gdy zauważył w nodze
objawy paraliżu. Wtedy przez przypadek zrzucił akwarium z półki i pobiegł do lekarza.
- A jaszczurka wlazła do szafy i zabiła Kokoszkę? – zapytał komisarz niedowierzająco.
- Nie. Po pierwsze, brat Kokoszka został pokąsany, próbując się wydostać. Po drugie, nie został
ugryziony przez jaszczurkę, lecz przez węża, który umknął z drugiego akwarium i który przed chwilą na
pana oczach wypełzł z szafy. Po trzecie…
- O? Jest i „po trzecie”?
- Po trzecie, brat Kokoszka żyje.
- Co?! – ryknął komisarz.
„Co?!” – zawył Kokoszka w swoich myślach. – „Nie może być!”.
- Zna się pan na gadach? – zapytał młodzieniec. – Burmistrz ma tutaj taką książkę. Wynika z niej, że
ten wąż produkuje jad, który – choć może spowodować uciążliwy paraliż i zaburzyć działanie zmysłów
– nie zabija.
- Ale przecież głowa Kokoszki jest cała we krwi!
- Uderzył się w nią, wypadając z szafy. To nie jest śmiertelna rana! Pomogą mi panowie odwrócić go
na plecy?
Brat Kokoszka słyszał odgłosy szurania, przeciągania i przewracania. Kiedy znalazł się na
plecach, jego oczy zalało światło, w którym niewyraźnie majaczyły jakieś postaci. W swojej duszy
krzyknął z radości.
- Czy on właśnie jęknął? – zapytał jeden z aspirantów.
- Nie – zaśmiał się detektyw. – Myślę, że zaklął. I to paskudnie.
_________________
nie-zmienny
Ostatnio zmieniony przez Mariusz Busz 2012-09-01, 19:35, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Mariusz Busz 
Admin Techniczny


Pomógł: 23 razy
Dołączył: 22 Sty 2009
Posty: 1942
Skąd: Mazowsze

Medale: 11 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 3) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 4) pomocna dłoń (Ilość: 1)
publicysta (Ilość: 2)

Wysłany: 2012-08-31, 06:38   

Witajcie 8-)

Została utworzona ankieta do głosowania na prace, które wybrało jury.
Można oddać 2 głosy. Czas trwania ankiety 8 dni. Głosować mogą zarejestrowani użytkownicy. Uwaga: wszelkie próby oszustw np. fikcyjne konta będą karane blokadą ip użytkownika, a nawet usunięciem konta)

Porada: ankieta znajduje się na samej górze, nad pierwszym postem w tym wątku.

Pozdrawiam.
_________________
nie-zmienny
 
 
Tomasz Zawadzki 
Administrator


Pomógł: 62 razy
Dołączył: 19 Mar 2010
Posty: 2726
Skąd: Tarczyn

Medale: 11 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 4) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 2) pomocna dłoń (Ilość: 4)

  Wysłany: 2012-08-31, 07:45   

Przesunęliśmy również termin, w którym ogłosimy wyniki głosowania jury. Postanowiliśmy poczekać z nimi do końca trwania ankiety, w której Wy możecie głosować. Jeszcze raz przepraszamy za ten poślizg czasowy, ale chcemy, aby wszystkie wyniki ukazały się w jednym czasie.
_________________
-------------------------------------------------------
"[...] jak ciężko napisać komentarz do wiersza, którego się nie rozumie"

Mariusz Busz
 
 
Tomasz Zawadzki 
Administrator


Pomógł: 62 razy
Dołączył: 19 Mar 2010
Posty: 2726
Skąd: Tarczyn

Medale: 11 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 4) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 2) pomocna dłoń (Ilość: 4)

Wysłany: 2012-09-01, 10:50   

W wyniku naszej administracyjnej pomyłki w ankiecie nie został uwzględniony i dodany jeden utwór z prozy, który wcześniejsza ilość głosów jury również predysponowała do wzięcia udziału w ankiecie. Postanowiliśmy w związku z tym, aby powtórzyć ankietę od początku. Z przyczyn technicznych utwór i nowa ankieta będą mogły zostać wstawione dopiero dzisiaj wieczorem (01.09.2012). Do tego czasu proszę się wstrzymać z oddawaniem głosów (stara ankieta zostanie anulowana). Osoby, które do tej pory oddały swój głos w starej ankiecie będą mogły oddać go ponownie w nowej ankiecie. Przepraszamy za to zamieszanie i liczymy na wyrozumiałość.
_________________
-------------------------------------------------------
"[...] jak ciężko napisać komentarz do wiersza, którego się nie rozumie"

Mariusz Busz
Ostatnio zmieniony przez Tomasz Zawadzki 2012-09-02, 06:48, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Tomasz Zawadzki 
Administrator


Pomógł: 62 razy
Dołączył: 19 Mar 2010
Posty: 2726
Skąd: Tarczyn

Medale: 11 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 4) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 2) pomocna dłoń (Ilość: 4)

Wysłany: 2012-09-01, 22:25   

Nowa ankieta z uwzględnieniem brakującego tekstu już ruszyła. Od tej pory zapraszamy wszystkich do głosowania.
_________________
-------------------------------------------------------
"[...] jak ciężko napisać komentarz do wiersza, którego się nie rozumie"

Mariusz Busz
 
 
Tomasz Zawadzki 
Administrator


Pomógł: 62 razy
Dołączył: 19 Mar 2010
Posty: 2726
Skąd: Tarczyn

Medale: 11 (Więcej...)
aktywność (Ilość: 4) Eureka (Ilość: 1)
pegaz (Ilość: 2) pomocna dłoń (Ilość: 4)

Wysłany: 2012-09-08, 08:08   

Zwycięzcą ankiety 3. Ogólnopolskiego Konkursu Fatamorgany Zmysły został wiersz "Wąż i nietoperz [bajka]" (godło Quasi-Krasicki). Wiersz laureata znajdzie się w dziale MIRAŻE.

Jury w pięcioosobowym składzie wybrało również najlepsze ich zdaniem utwory. Każdy z jury oddawał swój głos na trzy z wybranych tekstów przydzielając im odpowiednio 3, 2 lub 1 punkt.

Po podliczeniu wszystkich głosów jury zwycięzcą 3. Edycji Ogólnopolskiego Konkursu Zmysłów - zmysł słuchu zostaje "Wąż i nietoperz" (godło Quasi-Krasicki) 11 pkt, na drugim "Śmiertelna cisza" 9 pkt (godło Lwowianka), trzecie miejsce zajmuje "CICHE REKOLEKCJE BRATA KOKOSZKI NA TEMAT TEGO, CO SŁYCHAĆ" (godło Soren) 7pkt.
Laureaci zostaną wyróżnieni nagrodami książkowymi.

Wyróżnienie za najbardziej oryginalny tekst w 3. Edycji Ogólnopolskiego Konkursu Fatamorgany Zmysły (zmysł słuchu) otrzymuje "CICHE REKOLEKCJE BRATA KOKOSZKI NA TEMAT TEGO, CO SŁYCHAĆ". To co wyróżnia utwór oprócz nienagannego stylu wypowiedzi to również i niepospolite poczucie humoru umiejętnie wplecione w tekst. Nagrodą za to wyróżnienie będzie: zestaw klawiatury z myszką firmy Microsoft oraz pamięć przenośna (dosłownie i w przenośni).

Serdecznie dziękujemy wszystkim uczestnikom za wzięcie udziału w naszym konkursie oraz zapraszamy na kolejny z cyklu. Zwycięzcom i wyróżnionym gratulujemy pomysłów i zdobytego dotąd warsztatu.
_________________
-------------------------------------------------------
"[...] jak ciężko napisać komentarz do wiersza, którego się nie rozumie"

Mariusz Busz
Ostatnio zmieniony przez Mariusz Busz 2012-09-08, 19:27, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Fatamorgana